Od 2 stycznia 2027 roku oddział zakaźny przestanie funkcjonować w dotychczasowej formule. Tak zdecydowała Rada Powiatu Myślenickiego podczas sesji 20 października. Dyrekcja szpitala tłumaczy decyzję brakiem lekarzy i zapewnia, że znaczna część dotychczasowych świadczeń nadal będzie realizowana w Myślenicach. Problem w tym, że jeszcze we wrześniu Zarząd Powiatu zapewniał, iż zakres leczenia się nie zmieni, a wszyscy pacjenci będą mogli korzystać z opieki na miejscu. Tymczasem z uzasadnienia przyjętej uchwały wynika, że część chorych będzie kierowana do Krakowa. Podczas sesji nie wyjaśniono wszystkich wątpliwości związanych z tym rozwiązaniem.
Decyzja rady oznacza wykreślenie profilu chorób zakaźnych ze statutu Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Myślenicach. Jednocześnie szpital planuje reorganizację kilku innych oddziałów, które mają zostać połączone w jedną strukturę. Uchwałę przyjęto 16 głosami za, przy trzech przeciwnych, czterech wstrzymujących się i dwóch nieoddanych.
Najwięcej pytań podczas sesji dotyczyło tego, co zamknięcie oddziału będzie oznaczało dla chorych.
4 września Zarząd Powiatu opublikował komunikat dotyczący planowanych zmian. Zapewniał w nim, że wszyscy dotychczasowi pacjenci oddziału zakaźnego nadal będą otrzymywać pomoc w myślenickim szpitalu. Informowano również, że nie zmienią się liczba łóżek, wynosząca 17, ani zakres udzielanych świadczeń. Zmianie miała ulec nazwa i profil oddziału.
Jednak w uzasadnieniu uchwały przyjętej 20 października znalazł się zapis, zgodnie z którym pacjenci z chorobami wymagającymi leczenia przez specjalistę chorób zakaźnych i odpowiedniego rozliczenia świadczeń z NFZ będą kierowani do oddziałów zakaźnych w Krakowie.
To rodzi pytanie o rzeczywisty zakres zmian. Skoro we wrześniu zapewniano, że wszyscy pacjenci będą nadal otrzymywali pomoc w Myślenicach, dlaczego w październiku wskazano grupę chorych, którzy będą musieli korzystać z leczenia w innych szpitalach? Czy wrześniowy komunikat nie przedstawiał planowanej reorganizacji w sposób zbyt uspokajający?
Na tę rozbieżność zwracał uwagę podczas sesji radny Robert Pitala. Pytał również, jak będzie wyglądało leczenie osób wymagających specjalistycznej opieki zakaźnej i czy krakowskie szpitale będą w stanie przyjąć wszystkich kierowanych tam pacjentów.
Brak lekarzy przesądził o decyzji?
Dyrektor szpitala Adam Styczeń przekonywał, że podstawowym problemem jest brak wymaganej kadry. Jedyny pracujący w placówce lekarz ze specjalizacją chorób zakaźnych odchodzi z końcem roku. Próby pozyskania kolejnych specjalistów, mimo ogłaszanych konkursów i prowadzonych rozmów, zakończyły się niepowodzeniem.
Narodowy Fundusz Zdrowia zgodził się na utrzymanie dotychczasowego finansowania do końca grudnia, pomimo ograniczonej obsady. Od stycznia szpital nie będzie jednak spełniał wymagań dotyczących prowadzenia samodzielnego oddziału zakaźnego. Dyrektor wskazywał, że dalsze przyjmowanie chorych bez odpowiedniego zabezpieczenia lekarskiego oznaczałoby ryzyko dla pacjentów i możliwość konsekwencji ze strony NFZ.
Styczeń przedstawił również dane, które mają uzasadniać przyjęte rozwiązanie. Od stycznia do sierpnia 2026 roku na oddziale zakaźnym odnotowano 242 hospitalizacje. Według dyrektora tylko dwie procedury wymagałyby bezwzględnego skierowania pacjenta do Krakowa, ponieważ pozostałe mogą być realizowane i rozliczane w ramach innych profili szpitalnych.
To argument przemawiający za możliwością utrzymania znacznej części dotychczasowego leczenia. Nie odpowiada jednak na wszystkie pytania dotyczące przyszłości pacjentów. Przedstawione dane odnoszą się do ośmiu miesięcy. Nie przesądzają, ilu chorych wymagających specjalistycznej opieki trafi do szpitala w kolejnych latach ani jak będzie wyglądało postępowanie w okresach zwiększonej liczby zachorowań.
Dyrektor zapewniał, że leczenie części chorób zakaźnych, między innymi boreliozy oraz niektórych schorzeń wątroby, będzie nadal prowadzone w Myślenicach. Pozostaną także dotychczasowe pomieszczenia i izolatki, które mają służyć pacjentom w ramach nowej organizacji oddziałów. Według zapowiedzi szpital nie planuje zwolnień personelu.
Nie przedstawiono natomiast szczegółowych zasad kierowania pacjentów wymagających opieki zakaźnika do innych placówek. Czy szpital uzgodnił z krakowskimi oddziałami możliwość ich przyjmowania? Co stanie się w przypadku braku wolnych miejsc? Czy istnieje konkretny plan zabezpieczenia takich świadczeń, czy też decyzje będą podejmowane indywidualnie, w zależności od sytuacji?
To pytania, na które pacjenci powinni znać odpowiedzi przed wejściem zmian w życie.
Oddział po remoncie. Co dalej?
Radni przeciwni likwidacji przypominali również o historii oddziału i inwestycji przeprowadzonej w 2019 roku. Wówczas przy udziale środków publicznych wyremontowano pomieszczenia i zakupiono wyposażenie. Niedługo później, podczas pandemii COVID-19, oddział znalazł się wśród placówek zajmujących się leczeniem pacjentów zakażonych koronawirusem.
Robert Pitala wskazywał, że doświadczenia pandemii powinny skłaniać do szczególnej ostrożności przy podejmowaniu decyzji o ograniczaniu specjalistycznej opieki zakaźnej. Przywoływał możliwość wystąpienia kolejnych epidemii oraz innych zagrożeń biologicznych. Zwracał też uwagę na znaczenie myślenickiego oddziału dla mieszkańców południowej Małopolski.
Radny Jan Bylica pytał z kolei, czy nie było możliwości uzyskania wsparcia ze strony wojewody małopolskiego Krzysztofa Jana Klęczara, które pozwoliłoby na dalsze funkcjonowanie oddziału. Wskazywał, że opieką obejmowani są również mieszkańcy sąsiednich powiatów, a rezygnacja z oddziału oznacza ograniczenie lokalnego zabezpieczenia na wypadek zagrożeń epidemicznych.
Starosta Józef Tomal odpowiadał, że zarówno dyrekcja szpitala, jak i władze powiatu podejmowały próby uzyskania pomocy. Zwracano się do wojewody oraz innych samorządów, ale żaden z nich nie zadeklarował wsparcia pozwalającego utrzymać działalność oddziału. Podkreślał też, że największym problemem pozostaje niedobór lekarzy, których znacznie łatwiej pozyskać dużym szpitalom klinicznym w Krakowie.
Odnosząc się do obaw dotyczących przyszłych epidemii, przedstawiciele władz powiatu wskazywali, że w sytuacjach nadzwyczajnych wojewoda może organizować dodatkowe zabezpieczenie szpitalne, podobnie jak miało to miejsce podczas pandemii.
Dyrektor zapewniał również, że obecna decyzja nie musi oznaczać definitywnego końca oddziału zakaźnego. Jeśli uda się pozyskać wymaganą kadrę, jego odtworzenie będzie możliwe. Na razie nie przedstawiono jednak konkretnego planu ani terminu, w którym mogłoby to nastąpić.
Reorganizacja i pieniądze na inwestycje
Zmiany w statucie obejmują także połączenie oddziału wewnętrznego z intensywną opieką kardiologiczną, chorób płuc i neurologii w jedną strukturę organizacyjną. Ma to umożliwić szpitalowi udział w konkursie Ministerstwa Zdrowia na dofinansowanie procesów konsolidacyjnych.
Placówka zamierza ubiegać się o około 20 mln zł. Środki mogłyby zostać przeznaczone między innymi na rozbudowę części pulmonologicznej, nowe pracownie diagnostyczne i budowę łącznika między budynkami szpitala.
Podczas sesji dyrektor przyznał, że uzyskanie dofinansowania nie jest pewne. Zależy od wyników konkursu. Połączenie oddziałów jest natomiast warunkiem formalnym umożliwiającym złożenie wniosku.
Osobnym rozwiązaniem finansowym jest możliwość otrzymywania przez dwa lata 50 proc. dotychczasowego ryczałtu oddziału zakaźnego po zaprzestaniu jego działalności.
Przedstawiciele opozycji podnosili, że trudna sytuacja finansowa szpitala i perspektywa uzyskania dodatkowych środków mogły mieć wpływ na kierunek reorganizacji. Adam Styczeń zaprzeczał, aby kwestie finansowe przesądziły o zamknięciu oddziału zakaźnego. Informował przy tym, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat szpital dołożył do jego funkcjonowania ponad 9 mln zł.
Trudno kwestionować konieczność dostosowania działalności szpitala do wymogów kadrowych i warunków finansowania przez NFZ. Jednak sama reorganizacja, nawet jeśli jest uzasadniona, nie zwalnia władz placówki i powiatu z obowiązku jasnego poinformowania mieszkańców, jak zmieni się dostęp do leczenia.
Rada Powiatu podjęła już decyzję. Od stycznia myślenicki szpital nie będzie prowadził samodzielnego oddziału zakaźnego, a część jego dotychczasowych pacjentów będzie kierowana do Krakowa. Nadal pozostają pytania o organizację opieki nad pacjentami wymagającymi specjalisty chorób zakaźnych. Podczas sesji nie przedstawiono szczegółowego wykazu przypadków, które będą nadal leczone w Myślenicach, ani zasad zapewniania miejsc pacjentom kierowanym do Krakowa. To właśnie te kwestie będą miały bezpośrednie znaczenie dla chorych po wejściu w życie nowych rozwiązań.
Marta Duszyk

